Dużo spraw się nazbierało do opisania. Nie wiadomo od czego zacząć. Jak na razie trwam w jakimś letargu. Ni to źle, ni to dobrze. Ktoś mi kiedyś powiedział, że "co nas nie zabija to nas wzmacnia". Kilka lat temu powiedziałem, że to bzdura - teraz widzę w tym ziarno prawdy. Czy czuje się wzmocniony tym co się dzieje... trudno powiedzieć, może zwyczajnie robi mi się wszystko jedno... Kiedy zastanawiałem się nad sobą i swoim życiem doszedłem do pewnych wniosków - zaświtała mi w głowie jedna myśl będąca odpowiedzią na pytanie dlaczego jest tak jak jest... Odpowiedź jest prosta (może nawet dostrzegałem ją wcześniej, ale teraz została zwerbalizowana). Ja i moja żona nie pasujemy do siebie. Banalna myśl, ale prawdziwa. Zastanawiam się czy kiedykolwiek pasowaliśmy do siebie... Jakim cudem wpakowałem się w takie bagno... Tu też odpowiedź jest bardzo prosta: z olbrzymiej potrzeby kochania i bycia kochanym, chcianym, akceptowanym, pożądanym... tak, właśnie tak. Tego chciałem, tego pragnąłem - przecież to takie ludzkie. Wszystkie te potrzeby i pragnienia w pewnym momencie zostały dodatkowo "podlane" miłością i właśnie w tej chwili przegrałem. Na kobietę trzeba patrzeć chłodno - przez pryzmat zysków i strat. Tak, to jest chamskie i egoistyczne, ale to jest jedyna droga do szczęścia. Miłością małżeńską - taką na całe życie powinno się obdarzać tylko tych, którzy nas kochają. Jeśli w związku, w małżeństwie nie ma miłości to nie ma tam nic innego po za smutkiem, łzami i nieszczęściem. Gdybym na swoją przyszłą żonę nie patrzył przez pryzmat miłości i szantażu emocjonalnego nie było by żadnego ślubu a ja byłbym dziś wolnym, szczęśliwym człowiekiem. Niestety stało się tak jak się stało i teraz trzeba jakoś żyć dalej, ale właśnie jeśli żyje się JAKOŚ to żyje się tak jak ja a to NIE jest życie.
Szperając po sieci znalazłem kilka blogów podobnych do mojego. Te same problemy, takie same sytuacje. Nie tylko mnie spotkała wredna, podła żona (choć to marne pocieszenie). Skąd biorą się takie wredne baby. Kobietę trzeba trzymać krótko - tylko wtedy ma się pewność, że będzie dobra dla swojego mężczyzny. /Nie bardzo chce mi się wierzyć w sens ostatniego zdania, ale przemawia przeze mnie żal i złość kilku lat własnego piekła/.
Kobietom (pewnym) wydaje się, że to tylko facet ma się starać a prawda jest taka, że kobiety też powinny się starać. Przygotowanie obiadu to trochę za mało.